Twoja wewnętrzna mądrość
Czasem mam wrażenie, że pacjent oczekuje od
terapeuty czegoś niemożliwego – czyli tego aby zmienił go w
kogoś innego. Oczywiście proces terapeutyczny ma na celu zmianę.
Nie jest to jednak zupełna przemiana. Tu nie chodzi o to aby zmienić
osobowość. Terapeuta nie jest tu również sednem. On nie jest
cudotwórcą. Aby dokładniej opisać co mam na myśli porównam go
do lekarza. Zastanówmy się chwilę nad tym jak wygląda zdrowienie
z fizycznych chorób. Potocznie mówimy o lekarzach, że leczą.
Tylko czy rzeczywiście oni leczą? Czy też nie jest tak, że
zapisują lekarstwa, które w naszym organizmie uruchamiają nasze
własne umiejętności zdrowienia? Odwołują się do naszego
osobistego potencjału. W odpowiedni sposób go stymulując i
wzmacniając doprowadzają do tego, że organizm sam się odbudowuje
i zdrowieje. To nie jest zasługa lekarzy, że każdy z nas ma swój
własny system immunoogiczny. Też nie lekarstwa są tym co przywraca
zdrowie. Gdyby system imunologiczny był uszkodzony nic by nie
zdziałały. Gdyby to lekarz był tym co leczy byłby magiem a
przecież tak nie jest. To każdy z nas ma w sobie mądrość która
kieruje bez naszej uwagi procesami życiowymi. Nikt się nie
zastanawia nad potrzebą oddychania, czy dostarczaniem tlenu do
każdej komórki.
Czy też nie instruuje płytek krwi jak mają zatamować ranę, itp. Tak więc czy terapeuta w procesie terapii może stworzyć nowe „ja”? Czy to ma na celu? Jeśli nie to co? Czym jest terapia? Jaką rolę pełni terapeuta? O co chodzi w tym procesie? Czy nie o to aby całkowicie zmienić uzależnionego? Sprawić aby zaczął mieścić się w normach i w końcu wypełniał role społeczne? Stał się dobrym ojcem, czy matką, synem, córką itp. Oczywiście dążymy do tego aby pacjent wyszedł z uzależnienia i stał się wolnym człowiekiem który weźmie odpowiedzialność za siebie, swoje życie. Z roli biernej przejdzie do czynnej i zadba o swoje potrzeby, stanie się empatyczny. Niemniej nie chodzi tu o „stwarzanie” nowego człowieka. I to nie my go „zmieniamy”. To nie dzięki nam on zdrowieje. Wielu uzależnionych słyszy podobne wskazówki a tylko niektórzy zaczynają żyć trzeźwo. Z czego to wynika? To podobnie jak w leczeniu chorób fizycznych – odwołujemy się do osobistych pokładów każdego człowieka do samowylecznia. Tu nie chodzi o dyktowania pacjentowi kim ma się stać tylko o rozbudzenie chęci realizacji potencjałów które każdy w sobie ma. O uwolnienie pozytywnej energii i mocy. Jeśli uda się dotrzeć do tych pokładów terapia nabiera tempa i mocy. Proces terapeutyczny ma na celu pobudzenie właśnie jego. Jeśli u pacjenta nie zadziała jego wewnętrzna siła - słowa, wskazówki terapeuty i innych nic nie zdziałają. Każdy pacjent ma wszystko to czego potrzebuje aby być trzeźwym. To wydaje się nieprawdopodobne – ale tak jest. Po prostu z różnych powodów nie ma dostępu do tych zasobów. W procesie terapii do nich dociera terapii do nich dociera usuwając przeszkody (np. Niską samoocenę itp.). Nie staje się kimś innym, po prostu zaczyna bardziej szanować samego siebie, odnajduje swoje mocne strony, swoje zainteresowania i po przez tę wiedzę staje się inny dla świata. Zaczyna go interesować życie, zaczyna wierzyć w realizację swoich marzeń. To daje mu siłę – własna potrzeba rozwoju, realizacji, spełnienia i wiara w miłość której może doświadczyć bo zaczął sam siebie lubić i po przez to jego relacje nabrały innej jakości. Bliska i satysfakcjonująca więź z drugim człowiekiem nie jest już abstrakcją tylko staje się rzeczywistością. Kim jest zatem terapeuta? Kimś kto jest przewodnikiem. Aż tyle i tylko tyle. Trochę tak jak w czasie wyprawy w góry – pokaże trasę, może udzielić wsparcia, być obecnym, niemniej ciężar wędrówki spoczywa na samym nią zainteresowanym, który ma wszystkie zasoby aby spokojnie sobie w niej poradzić. Warto też pamiętać, że terapeuci są „czasowi” - tzn. Tak jak nauczyciele których mieliśmy są na jakiś czas – przekazują swoją wiedzę a potem wędrowiec rusza dalej w swoją podróż spotykając innych ludzi od których się uczy. Czasem pacjenci szukają w terapeucie odpowiedzi na wszystkie pytania. Zaczynają traktować go jak „Półboga” a po jakimś czasie są nim rozczarowani. Nie zauważyli, że przerzucili na niego odpowiedzialność za swoje leczenie. Zamiast uwewnętrznić w pocesie terapii poczucie siły, wiarę w swoje zasoby przenieśli je z narkotyku/alkoholu na drugiego człowieka. To kontynuacja uzależnienia. Na pierwszy rzut oka wydaje się, żę tak nie jest ale... zamiast wszyskto rozwiązującej substancji pschyoaktwynej pojawił się człowiek spełniający dokładnie taka samą rolę - to zaprzeczenie zdrowienia. W procesie terapii chodzi o coś zupełnie innego - aby uzależniony przestał szukać zasobów które mu pomagają w życiu na zewnątrz. Po co mu np. substancja która dodaje pewności siebie skoro odkryje swoje potencjały i pogodzi z wadami? Po co mu uśnierzanie bólu wynikającego z nieporozumień w relacji jeśli nauczy się je na spokojnie wyjaśniać? itd. Adekwatna na nowo zbudowana ocena samego siebie będzie siłą samą w sobie. Potencjały pomogą budować trzeźwość a ograniczenia będą wyznacznikiem tego nad czym warto popracować. Nikt z nas nie umie wszystkiego. Każdy ciągle się uczy. Jest to prawidłowy proces. Świadomość takiej oczywistości zdejmuje niejedokrotnie ciężar z pleców i poczucie winny, Jestem przekonana, że nieważne jak bardzo pacjent jest uzależniony, na jakim „dnie” się znalazł – w każdym momencie nadal ma wielkie pokłady własnych zasobów które jeśli do nich dotrze zbudują jego trzeźwość.
Czy też nie instruuje płytek krwi jak mają zatamować ranę, itp. Tak więc czy terapeuta w procesie terapii może stworzyć nowe „ja”? Czy to ma na celu? Jeśli nie to co? Czym jest terapia? Jaką rolę pełni terapeuta? O co chodzi w tym procesie? Czy nie o to aby całkowicie zmienić uzależnionego? Sprawić aby zaczął mieścić się w normach i w końcu wypełniał role społeczne? Stał się dobrym ojcem, czy matką, synem, córką itp. Oczywiście dążymy do tego aby pacjent wyszedł z uzależnienia i stał się wolnym człowiekiem który weźmie odpowiedzialność za siebie, swoje życie. Z roli biernej przejdzie do czynnej i zadba o swoje potrzeby, stanie się empatyczny. Niemniej nie chodzi tu o „stwarzanie” nowego człowieka. I to nie my go „zmieniamy”. To nie dzięki nam on zdrowieje. Wielu uzależnionych słyszy podobne wskazówki a tylko niektórzy zaczynają żyć trzeźwo. Z czego to wynika? To podobnie jak w leczeniu chorób fizycznych – odwołujemy się do osobistych pokładów każdego człowieka do samowylecznia. Tu nie chodzi o dyktowania pacjentowi kim ma się stać tylko o rozbudzenie chęci realizacji potencjałów które każdy w sobie ma. O uwolnienie pozytywnej energii i mocy. Jeśli uda się dotrzeć do tych pokładów terapia nabiera tempa i mocy. Proces terapeutyczny ma na celu pobudzenie właśnie jego. Jeśli u pacjenta nie zadziała jego wewnętrzna siła - słowa, wskazówki terapeuty i innych nic nie zdziałają. Każdy pacjent ma wszystko to czego potrzebuje aby być trzeźwym. To wydaje się nieprawdopodobne – ale tak jest. Po prostu z różnych powodów nie ma dostępu do tych zasobów. W procesie terapii do nich dociera terapii do nich dociera usuwając przeszkody (np. Niską samoocenę itp.). Nie staje się kimś innym, po prostu zaczyna bardziej szanować samego siebie, odnajduje swoje mocne strony, swoje zainteresowania i po przez tę wiedzę staje się inny dla świata. Zaczyna go interesować życie, zaczyna wierzyć w realizację swoich marzeń. To daje mu siłę – własna potrzeba rozwoju, realizacji, spełnienia i wiara w miłość której może doświadczyć bo zaczął sam siebie lubić i po przez to jego relacje nabrały innej jakości. Bliska i satysfakcjonująca więź z drugim człowiekiem nie jest już abstrakcją tylko staje się rzeczywistością. Kim jest zatem terapeuta? Kimś kto jest przewodnikiem. Aż tyle i tylko tyle. Trochę tak jak w czasie wyprawy w góry – pokaże trasę, może udzielić wsparcia, być obecnym, niemniej ciężar wędrówki spoczywa na samym nią zainteresowanym, który ma wszystkie zasoby aby spokojnie sobie w niej poradzić. Warto też pamiętać, że terapeuci są „czasowi” - tzn. Tak jak nauczyciele których mieliśmy są na jakiś czas – przekazują swoją wiedzę a potem wędrowiec rusza dalej w swoją podróż spotykając innych ludzi od których się uczy. Czasem pacjenci szukają w terapeucie odpowiedzi na wszystkie pytania. Zaczynają traktować go jak „Półboga” a po jakimś czasie są nim rozczarowani. Nie zauważyli, że przerzucili na niego odpowiedzialność za swoje leczenie. Zamiast uwewnętrznić w pocesie terapii poczucie siły, wiarę w swoje zasoby przenieśli je z narkotyku/alkoholu na drugiego człowieka. To kontynuacja uzależnienia. Na pierwszy rzut oka wydaje się, żę tak nie jest ale... zamiast wszyskto rozwiązującej substancji pschyoaktwynej pojawił się człowiek spełniający dokładnie taka samą rolę - to zaprzeczenie zdrowienia. W procesie terapii chodzi o coś zupełnie innego - aby uzależniony przestał szukać zasobów które mu pomagają w życiu na zewnątrz. Po co mu np. substancja która dodaje pewności siebie skoro odkryje swoje potencjały i pogodzi z wadami? Po co mu uśnierzanie bólu wynikającego z nieporozumień w relacji jeśli nauczy się je na spokojnie wyjaśniać? itd. Adekwatna na nowo zbudowana ocena samego siebie będzie siłą samą w sobie. Potencjały pomogą budować trzeźwość a ograniczenia będą wyznacznikiem tego nad czym warto popracować. Nikt z nas nie umie wszystkiego. Każdy ciągle się uczy. Jest to prawidłowy proces. Świadomość takiej oczywistości zdejmuje niejedokrotnie ciężar z pleców i poczucie winny, Jestem przekonana, że nieważne jak bardzo pacjent jest uzależniony, na jakim „dnie” się znalazł – w każdym momencie nadal ma wielkie pokłady własnych zasobów które jeśli do nich dotrze zbudują jego trzeźwość.
Barbara Kowalkowska
Kinga Kamińska
Pedagog
Praktyk NLP
W trakcie certyfikacji Terapeuty Uzależnień
509146961
psycholog,
psychoterapeuta systemowy,
terapeuta uzależnień.
ul.Chopina 11/7U
07-200 Wyszków
http://feniks-gabinet-psychologiczny.blogspot.com/
http://kinja1976.wix.com/psycholog
uzaleznieniau@gmail.com
http://uzaleznieniau.blogspot.com/

Dziękuję za super motywujący tekst i cieszę się, że to nie koniec bloga, bo ostatnio była mała przerwa :) Jest jeszcze z pewnością mnóóóóstwo tematów do przemyślenia :)
OdpowiedzUsuńCieszę się że Panią odnalazłam.Motywujace wpisy,siła własna,mądrość życiowa,empatia,samowyleczenie .Szukalam tych słów, mam je w sobie.Dziekuje
OdpowiedzUsuń